This site uses cookies to provide social media features and analyze the traffic.

Inspiracja w dobie ‘Everything Everywhere’

Krótki artykuł o tym jak ‘wyciszyć’ umysł w dobie chaosu i na czym koncentrować swoje poszukiwania inspiracji.

Autor: Marek Brol


Udało się! Dobiliśmy do brzegu rozpusty, nudy i dekadenckiego zepsucia, którego nie było widać na horyzoncie jeszcze dekadę wstecz. ‘Szum’ zdominował czasy w których żyjemy, a poprzez dostęp do social mediów stał się swoistym spoiwem między każdą grupą społeczną i wiekową. Czy jest możliwe wyjście, czy eskapizm to tylko chwilowy przystanek i czym właściwie jest ‘Szum’?

Pierwszy raz spotkał mnie w wieku 16 lat, gdy niezaniepokojony absurdami codzienności, nagrałem kilka amatorskich utworów muzycznych przy użyciu zaledwie jednego instrumentu, którym był wówczas mój pierwszy syntezator KORG’a – Microkorg.

Mimo moich wielkich chęci od tamtej pory nie nagrałem nic więcej. Musiało minąć sporo czasu zanim zorientowałem się co było powodem zastoju, a później mojej całkowitej blokady. Bombardowany technologią z dnia na dzień, miałem wrażenie że spektrum możliwości jest coraz większe, dzięki czemu sam mam do dyspozycji WIĘCEJ. Godzinami spędzałem czas wertując plug-iny w programach muzycznych, które rzekomo umożliwiłyby mi profesjonalną produkcję muzyki i instrumenty wirtualne będące na wyciągnięcie ręki. Każda z sesji kilkugodzinnego poszukiwania jak najlepszego brzemienia kończyła się tak samo – ostatecznie nie udawało mi się zarejestrować żadnego śladu tracąc czas na poszukiwanie odpowiednich narzędzi.

Lata później odwiedzając znajomych w Szkocji, przypadkowo trafiłem do sklepu z komiksami, gdzie znalazłem całą półkę wypełnioną kolekcjami ze swoim ulubionym anytybohaterem – Spawnem, które były ciężko dostępne do zdobycia w Polsce na początku wieku. Pamiętam, że jako nastolatek potrafiłem zadowolić się zaledwie paroma egzemplarzami, które udało mi się wtedy kupić w Polsce i w moich oczach zawsze były one białymi krukami.

Zakochałem się w ‘mięsistej kresce’ Todda Mcfarlene’a, a dzięki tym kilku zaledwie numerom sam chciałem zostać ilustratorem! W szkockim sklepie przejrzałem każde wydanie – sentymentalnie snując plany odświeżenia kolekcji. Stałem przed regałem tak długo, skołowany ich ilością, że ze sklepu… wyszedłem z niczym.

Prozaicznych sytuacji, w których ilość zabijała wyjątkowość w moim życiu było jeszcze kilka. Po każdej nasuwa mi się spostrzeżenie, jak niewiele trzeba by zmienić własny punkt widzenia. Media z którymi mamy do czynienia każdego dnia generują w nas potrzebę doścignięcia pewnych standardów. Multiplikacja słabych jakościowo rzeczy jest niestety również nieunikniona w dobie post-internetu i całkowitej ‘samowolki’. Bardzo istotne w tym wypadku narzucenie sobie własnego, swoistego ‘bushido’ lub inaczej etyki w przyswajaniu obrazów i informacji; Limiter, ogranicznik – który pozwoli nam koncentrować swoją uwagę dłużej niż przez ułamek sekundy na czymś co posiada wartość, lub wymaga by dopiero ją wydobyto.

Weźmy za przykład ogólnie dostępną platformę do poszukiwania inspiracji – Pinterest, która bazując na wynikach wyszukiwania generuje tysiące podobnych obrazów. Pozwala na dowolne zapisywanie różnych ‘pinów’ na własnych tematycznych tablicach. Spróbujmy przez chwilę pomyśleć jak długo zajmuje nam przyswojenie chociażby jednej takiej inspiracji? Dołóżmy starań, by dla odmiany spędzić nieco więcej czasu na jednym zdjęciu. Przykładowo – jeśli jest to malarstwo zobaczmy jaką techniką obraz został wykonany, kto jest jego autorem, jakich barw użył malarz, w jaki wprowadza mnie nastrój, jakie budzi skojarzenia? Znajdźmy więcej punktów odniesienia za co dana inspiracja nam się podoba. Dzięki analizowaniu mniejszej ilości rzeczy przyswoimy umiejętność ich głębszej interpretacji.

Podręcznikowo spróbujmy również być spokojniejsi i mniej surowi w stosunku do siebie. Pracując nad własnym pomysłem – innowacją, jedną z przeszkód z którymi się zmierzymy jest poczucie, że coś nie jest wystarczająco dobre. To naturalna kolej rzeczy. Zestawianie ma swoje wady i zalety. Odrabiając zadanie domowe jak najbardziej powinniśmy zrobić dogłębny research konkurencji, natomiast przykładanie naszego do ‘czyjegoś’ często może zabić projekt w zarodku – zwłaszcza na początkowym etapie pracy.

Szczerość ekspresji jest znacznie bardziej wartościowa niż próba przybliżenia się do ogólnych norm (jakiekolwiek by nie były). Innowacja powinna być podlewana ciągłą optymalizacją produktu, więc co z tego że na danym etapie coś wygląda nie do końca tak jakbyśmy sobie tego życzyli? Mając to z tyłu głowy przestaniemy być tak strasznie ‘zafiksowani’ na punkcie małych elementów a nauczy nas to bardziej holistycznego spojrzenia. Na wszystko w końcu przyjdzie pora.

Ograniczenia pozwalają wydobyć więcej z medium, nad którym pracujemy. Restrykcyjność w doborze środków i opcji drastycznie ogranicza nasz wybór. Decyzyjność w procesie jest równie ważna.­ Nie wolno więc nam ignorować wewnętrznego głosu.

Ostatecznie w swoich poszukiwaniach sięgajmy do mniej oczywistych źródeł. Pomysły które rodzą się w naszych głowach często starają się od razu znaleźć miejsce w utopijnym markecie, którego specyfiką jest mocna organiczność i nieprzewidywalność. Inspirację można znaleźć w miejscach kompletnie odbiegających zdawałoby się od sedna naszych poszukiwań. Istotą jest też znalezienie czasu na nudę, co w dobitny i ciekawy sposób demonstruje Kyle T. Webster w swoim Ted talku ‘Make Time for Boredom’. Dopiero, gdy nie jesteśmy rozproszeni niczym niepotrzebnym nasz mózg ‘dryfuje’ produkując obrazy i luźne wątki myśli, które ostatecznie morfują nasze pomysły.



Refleksja nad tym co wtedy poszło nie tak w sklepie z komiksami, produkcją autorskiej muzyki, czy innymi pomysłami doprowadziła mnie do konkluzji, która była w opozycji do moich osobistych przekonań. Katalizatorem prawdziwej kreatywności była redukcja wszystkiego co zbędne i wewnętrzny spokój, który często towarzyszył mi przy danej czynności – tu i teraz. Dzięki takiemu podejściu efekt był znacznie bliższy i bardziej namacalny.

Jak więc po „wielkim żarciu” wyciszyć zmysły, kiedy praca wymaga od nas ciągłego pobudzenia? Wbrew pozorom to dość proste – tak jak z obżarstwem, po oporowej kolacji z litrami wina i deserem powinniśmy w pewnym momencie przestać jeść, usiąść w fotelu i spokojnie to wszystko przetrawić, dopiero wtedy ucieszy nas kolejna, zaplanowana na jutro uczta.